Polub mnie!

sobota, 18 sierpnia 2018

Ostatni wyciąg

Bo ty jesteś Bogiem mojej siły. Ps. 43,2

To był wyjątkowy dzień w górach. Mieliśmy przejść jedną z bardzo trudnych via ferrat na wysokość 3005 m.n.p.m. Pokonanie ponad 1000 metrów przewyższenia, w dużej mierze pionową skałą, niekiedy z przewieszeniem to był nie lada wyczyn. Jednak jeśli chodzisz po górach to wiesz, że zdobycie szczytu jest dopiero połową sukcesu, bo najważniejsze jest tak naprawdę bezpieczne zejście.

Pomyślisz - jak zejście to zapewne z górki, więc już będzie gładko. Hmm...zapraszam więc w góry wysokie celem zweryfikowania tej opinii ;-)

Sama via ferrata, która w opinii ekspertów miała nam zająć jakąś godzinę, trwała prawie 3h. Czas uciekał, a nam zależało, by zdążyć na ostani wyciąg o 16:50, którym mogliśmy zjechać do miasteczka. Teoretycznie schodziliśmy wciąż w dół, jednak zejście okrężną drogą - raz w dół, raz w górę zdawało się ciągnąć w nieskończoność. Wyprzedziliśmy wszystkie zespoły przed nami, pędziliśmy ile sił w nogach, a wciąż byliśmy niezwykle wysoko. Po drodze było tak kiepskie oznakowanie, że pomyliliśmy trasę. Musieliśmy wracać. Wyciągu nawet nie było widać. Kiedy wreszcie go dostrzegliśmy hen w dole, okazało się, że pozostało nam 20 min do ostatniego zjazdu, a przed nami było strome zejście, które trawersowaliśmy w biegu po piragach.

W biegu modliliśmy się: Boże, dla Ciebie nie ma rzeczy niemożliwych, jeśli chcesz, możesz DLA NAS zatrzymać ten wyciąg. Proszę daj nam siły. Po wielogodzinnej wędrówce i nogi zaczynały odmawiać posłuszeństwa. Nadeszła chwila zwątpienia. Zwolniłam. Wiedziałam jak daleko jeszcze, a na zegarze wybiła 16:50. Powiedziałam Arturowi: to koniec. Nie zdążymy. Już zamknięte.

A on, mając większą wiarę ode mnie - biegł dalej! Hmm, w sumie może ma to sens? W końcu gondole dalej zjeżdżają. Znów przyspieszyłam. Wiedziałam, że Bóg dał mi siły. To było nadnaturalne. Bieg po górach, a miałam wrażenie, że sunę na skrzydłach wiatru! Kiedy dobiegłam do stacji, Artura już tam nie było. Musiał zjechać popędzany przez pracownika wyciągu. Ja dotarłam o 17:03. To po ludzku nie miało prawa się wydarzyć. Zjechałam w dół i wyciąg się zatrzymał. On czekał. NA NAS. Wiedziałam, że Bóg ten cud dla nas uczynił.

Kolejnego dnia obserwowałam z campingu zjazdy kolejki. Wyciąg zatrzymał się o 16:55, tymczasem ja dzień wcześniej dopiero wsiadłam po 17tej. Bóg jest wielki! Daje siłę. Jeśli wierzysz, to On zatrzyma DLA CIEBIE - samolot, pociąg, wyciąg, autobus...Bo On ma MOC, aby to uczynić. Tylko czy zaufasz?

piątek, 17 sierpnia 2018

Pieniądze z nieba

Powierz Panu swoją drogę i zaufaj mu, a on wszystko wykona. Ps. 37,5

To był nasz pierwszy raz, kiedy wypożyczaliśmy auto za granicą. Stresowaliśmy się bardzo z uwagi na to, że ani ja, ani tato nie jesteśmy biegli językowo. Wypożyczenie poszło całkiem sprawnie, choć dostaliśmy samochód niemal nowy, co wzmagało stres, żeby go przypadkiem nie uszkodzić. Jak zawsze, powierzyliśmy tą sprawę Bogu. Po 5 dniach zwrot również przebiegł bezproblemowo. Nie spodziewaliśmy się, że będzie AŻ tak gładko.

Problemy zaczęły się później...

Po powrocie do domu oczekiwaliśmy na zwrot kowty 330 euro zablokowanej wcześniej na karcie kredytowej jako kaucja za wypożyczenie. Zwykle procedura to max 2-3 dni robocze. Tymczasem minął tydzień i tata zmartwiony mówi, że nadal nie ma zwrotu. Hmm, no niemała kwota, żeby przejść z tym do porządku dziennego.

Dopiero jak z uwagą przeczytaliśmy kartę zwrotu, okazało się, że pan z obługi powiedział, że wszystko jest OK, ALE - zaznaczył, że kołpaki, głośniki i kompresor...NIE SĄ OK. Cooo??!!! Szok! Przecież było dobrze, głośników nawet nie używaliśmy, jak to nie jest OK? Emocje i radość z całego wyjazdu bardzo szybko opadły. Pojawiła się złość i rozczarowanie. Następnego dnia napisałam reklamację do wypożyczalni z prośbą o wyjaśnienie sprawy. Zapomniałam jednak do najważniejszym!!!

Modlitwa. Tak, od tego trzeba zacząć. Przeprosiłam. Od początku powierzyłam sprawę Bogu prosząc o Jego rozwiązanie. Tym samym jednak mówiłam Mu, że jeśli trzeba będzie zapłacić, to przyjmę tą konsekwencję, ponieważ z naszej winy nie sprawdziliśmy dokumentu na miejscu zwrotu. Zdecydowałam, że dołożę tacie kwotę 500zł. I czekałam na Bożą decyzję.

Następnego dnia, kiedy byliśmy z Arturem na zakupach, on otrzymał smsa z informacją, że na koncie pojawiło się 500zł. Oboje byliśmy zdziwieni. Jak to? Skąd? Co to za pieniądze? Wiecie, to Pan Bóg dał taki prezent, jestem o tym przekonana. Dzień po tym, jak decyduję dołożyć dokładnie taką kwotę tacie, z nieba spływają pieniądze. Mówię: OK, Boże, dziękuję. Skoro taka Twoja wola - niech się dzieje jak chcesz.

Ale Bóg jest jeszcze bardziej łaskawy! Bo kolejnego dnia dzwoni do mnie tato i mówi, że sprawa została wyjaśniona w banku. 40 minut szukali tych pieniędzy, ale w końcu znaleźli. Depozyt został odblokowany. Nie musieliśmy płacić tej kary. Ach, co za wspaniałe Boże rozwiązanie! Tak bardzo byliśmy wdzięczni za JEGO prezenty, JEGO moc i drogi, którymi nas prowadzi.

Nigdy nie zapomnij powierzyć Bogu swojej drogi już na POCZĄTKU...oszczędzicie sobie wiele zmartwień ;-)


czwartek, 16 sierpnia 2018

Skała schronienia

Bądź mi skałą schronienia, gdzie zawsze mogę uciec; przykazałeś, aby mnie wybawiono, bo ty jesteś moją skałą i twierdzą. Ps.71,3

Prognozy pogody zapowiadały się fatalnie. Przez cały tydzień miał padać deszcz. Hmm, kiepsko jak na wyczekaną podróż marzeń z tatą. Doświadczenie nauczyło mnie już, że Bóg ma większą moc niż ludzkie prognozy, więc powierzyliśmy się Jemu i ruszyliśmy na zwiedzanie.

Sobotni odpoczynek zaplanowaliśmy nad Oceanem Atlantyckim. Słońce nieśmiało przedzierało się przez chmury odsłaniając nam coraz piękniejsze widoki bezkresnego horyzontu. Cuda Bożego stworzenia są tak piękne, że po ludzku brakuje słów by je opisać. Łza w oku zakręciła się już na widok oceanu, a co dopiero jak w niebie zobaczymy kryształowe morze? Ach, to będzie podróż marzeń!

Idąc cały czas wzdłuż klifu tak bardzo dziękowaliśmy Bogu za piękną pogodę jaką nam dał. Aż nagle...niebo momentalnie zrobiło się granatowe. Lunął deszcz. I też byliśmy Bogu wdzięczni, bo zaczęło padać dokładnie w momencie, kiedy dotarliśmy do latarni morskiej, w której mogliśmy się schronić i przeczekać ulewę. Co za wyczucie czasu! Chwilę wcześniej nie mielibyśmy się gdzie schować przed deszczem i momentalnie przemoklibyśmy do ostatniej nitki.

30 minut później deszcz ustał i znów wyszło cudne słońce. Z latarni ujrzeliśmy w dole ogromną, szeroką, piaszczystą plażę. Pomyśleliśmy, że zejdziemy się wykąpać. Otoczenie było tak piękne, że nie mogliśmy sobie wymarzyć lepszego miejsca na sobotę. Niestety - pogoda nad oceanem jest równie kapryśna jak w górach... znów zaczęło padać. I znów byliśmy Bogu wdzięczni. Wiecie co tym razem nam dał? Jaskinię ukrytą w klifie! Fantastyczne miejsce na schron.

Bóg tego dnia pokazał nam, że to ON jest naszym schronieniem i ma doskonałe wyczucie czasu. Cudownie być Jego dzieckiem :-)





środa, 15 sierpnia 2018

W mocy modlitwy

Wyznawajcie sobie nawzajem upadki i módlcie się jedni za drugich, abyście byli uzdrowieni. Wiele może usilna modlitwa sprawiedliwego. Jak. 5,16

To był dzień, który spędzaliśmy osobno, będąc setki kilometrów od siebie. W sobotni wieczór rozmawialiśmy przez telefon. Artur miał w planach niedzielą wspinaczkę w skałach. Często jeździ się wspinać, więc nie była to dla mnie żadna nowość. Tym razem jednak czułam wewnętrzny niepokój. Byłam wtedy z tatą i podczas wieczornej modlitwy szczególnie modliłam się o bezpieczeństwo dla Artura, żeby Bóg miał go w swojej opiece podczas wyprawy w skały.

Następnego dnia otrzymałam od niego zdjęcie zabandażowanej ręki, obadrtych nóg i krótką wiadomość: odpadłem od skały głową w dół.

O nie!!! Moja pierwsza myśl: wiedziałam, czułam, że coś będzie nie tak! Byłam zrozpaczona, Boże dlaczego? Przecież prosiłam Cię o bezpieczeństwo dla Artura. Dlaczego dopuściłeś do tego upadku?! Chwilę to trwało, zanim naprawdę zrozumiałam, że to był Boży cud. Kiedy rozmawialiśmy wieczorem, zdałam sobie sprawę, że Bóg się nim opiekował, bo poza kilkoma zadrapaniami i obiciami NIC MU SIĘ NIE STAŁO.

Wow, pomyślałam! Faktycznie! Przecież ostatni jego upadek nie był tak groźny, a skończył się złamaniem nogi, tymczasem teraz - lot głową dół kilka metrów ze skały... to się nie mogło dobrze skończyć. A jednak!

Ten dzień nauczył mnie, jak ważne jest, byśmy się wzajemnie o siebie modlili. Nie tylko w ekstermalnych sytuacjach, ale ot tak, codziennie. Wierzę, że Bóg posyła swoich aniołów, by nas strzegli, a Jego obietnica mówi, że modlitwa wstawiennicza sprzyja NASZEMU uzdrowieniu. Czyż to nie cudowne?


środa, 1 listopada 2017

Zaufanie w praktyce

Lecz ci, którzy ufają Panu, nabierają siły, wzbijają się w górę na skrzydłach jak orły, biegną, a nie mdleją, idą, a nie ustają. Iz. 40,31

To miał być dzień jak każdy inny. Z tym wyjątkiem, że musiałam się dostać na szkolenie do Wrocławia (około 70 km drogi). Zwykle jeździłam busem bezpośrednio, jednak tym razem pomyślałam, że wygodniej, taniej i szybciej będzie pojechać pociągiem ze Ścinawy. Zaplanowałam podróż dużo wcześniej, kupiłam bilet przez internet, wyszłam na busa do Ścinawy 40 minut wcześniej. Wszystko było zgodne z moim planem. Ale tego dnia Bóg chciał mnie nauczyć zaufania...

Czekałam na przystanku, godzina odjazdu dawno minęła, bus nie przyjechał, czas mija. Modlę się i proszę Boga o prowadzenie, abym mogła bezpieczenie i puntualnie dotrzeć na pociąg i docelowo do Wrocławia. I... od tej chwili pojawiały się same przeszkody! Do odjazdu pociągu zostało 20 minut, do pokonania busem zostało 17 km. Teoretycznie na styk. W końcu przyjechał bus. Pytam kierowcy, czy zdąży dojechać na pkp. On odpowiada: no na styk, może się uda. Niestety, okazuje się, że nie może się zatrzymać przy dwrocu w Ścinawie, będę musiała przejść kawałek pieszo, niedaleko, ale to już wyzwanie. Liczyła się każda sekunda!

Usiadłam, wyciągnęłam telefon, sprawdzam gps, kontroluję czas spoglądając co chwilę na zegarek i liczę na cud, że zdążę. W głowie pojawiają się kolejne rozwiązania, co zrobię jeśli jednak nie zdążę? Hmm, kolejny pociąg mam za dwie godziny, spóźnię się na szkolenie. Jak na złość bus okazuje się rzęchem, który ledwo zipie, jedzie z prędkością 50km/h i zatrzymuje się w każdej wiosce po drodze. Starsze panie baardzo powoli wysiadają ze swoimi zakupami w kolejnych miejscowościach. I jak tu zdążyć? Czas ucieka!

I nagle...słyszę GO! Wyraźny głos Boży, tego nie można pomylić z niczym innym: Zaufaj mi i schowaj telefon, nie patrz na zegarek. Wiedziałam, że to Bóg do mnie mówi. Odpowiedziałam: OK. Schowałam zegarek. I zaczęłam w duchu śpiewać pieśni pochwalne. W radiu słyszałam, że już skończyły się wiadomości o pełnej godzinie, minęło kilka reklam, a celu wciąż nie widać. Odjazd pociągu był o 10:08. W końcu dotarliśmy do Ścinawy. Z daleka widzę, że zamyka się szlaban. Ok, czyli mój pociąg nadjeżdża. To nic, ufam, że Bóg to lepiej wymyślił. Siedzę i czekam. Widzę dworzec, ale nie mogę wysiąść, jest skrzyżowanie. Kierowca nie może podjechać pod dworzec, skręca w lewo, oddala się. Jest przystanek. Wysiadam. Kierowca mówi na odchodne: proszę biec ścieżką za przystankiem, będzie szybciej, powodzenia!

Po ludzku...jakie były szanse, że zdążę na ten pociąg? Dla mnie żadne. Pociąg już nadjeżdżał. Kondycji nie mam zbyt dobrej, a do pokonania mam jakieś 700 metrów i podziemne wejście na drugi peron. Mimo wszystko biegnę. Bo Bóg mówił: ZAUFAJ. Doświadczyłam obietnicy z księgi Izajasza...nabrałam siły, biegłam i nie mdlałam. W momencie w którym wbiełam na peron, nadjechał pociąg. Wsiadłam, zamknęły się drzwi i ruszył. Taki jest MÓJ BÓG! Godny zaufania, pełen mocy. Wystarczy oddać stery i pozwolić, by to On kierował naszym życiem.

wtorek, 12 września 2017

Na nowo

I dam wam serce nowe, a ducha nowego dam do wnętrzności waszych, i odejmę serce kamienne z ciała waszego, a dam wam serce mięsiste. Ezech.36,26

Naprawialiście kiedyś jakąś zepsutą rzecz? Ja robiłam to nie raz. Szkoda wyrzucać, przecież można zreperować, zakleić, zszyć, załatać. Przywiązaliśmy się do czegoś i ciężko z tego zrezygnować, więc wolimy naprawiać to co stare. Znacie ten schemat? Kiedy mój stary portfel nie nadawał się już do użytku i potrzebowałam kupić nowy, wierzcie mi - szukałam dokładnie takiego samego jak poprzedni! Byłam do niego przywiązana, nie chciałam zmian.

W życiu duchowym jest podobnie. Jesteśmy tak bardzo przyzwyczajeni do naszego stanu i grzechu, że nie chcemy go puścić, więc tkwimy w tym bagnie, bo tak jest nam wygodniej. Owszem, modlimy się prosząc Boga o zmianę życia, żeby nas naprawił, posklejał...bylebyśmy mogli jakoś funkcjonować. JAKOŚ. Myślicie, że Bogu chodzi o JAKOŚ? Tu załata, tam zszyje stare rany i będzie dobrze? NIE! Bóg chce dać nam NOWĄ JAKOŚĆ.

Dawid po upadku modlił się o NOWE serce i NOWEGO ducha. I słusznie, bo Bóg nie naprawia tego co już zepsute do szpiku kości. Pewnie łatwiej by było oddać Bogu tylko kawałek naszego życia, ten niewygodny, zepsuty, a resztę zachować i żyć po staremu. Ale to tak nie działa. On chce Cię stworzyć całkowicie NA NOWO i dać Ci NOWE życie, NOWE serce, NOWEGO ducha...abyś codziennie NA NOWO zaczynał z Nim każdy dzień, poddawał Mu swoją wolę i żył w pełni Jego mocy. Przyjmiesz Jego dar?

I rzekł ten, który siedział na tronie: Oto wszystko nowym czynię. I mówi: Napisz to, gdyż słowa te są pewne i prawdziwe. Obj.21,5

poniedziałek, 11 września 2017

Będę z tobą, mówi Pan!

Gdy będziesz przechodził przez wody, będę z tobą, a gdy przez rzeki, nie zaleją cię, gdy pójdziesz przez ogień, nie spłoniesz, a płomień nie spali cię. Bo Ja, Pan, jestem twoim Bogiem, Ja, Święty Izraelski twoim wybawicielem. Iz.43,2-3a

Spotkało Cię kiedyś w życiu coś nieprzyjemnego? Znalazłeś się w niekomfortowej sytuacji? Dręczył Cię ból, niepokój? Chciałeś się jak najszybciej uwolnić i znów znaleźć się w strefie komfortu? Któż z nas tego nie przeżywał...? Modlisz się więc i prosisz Boga, aby zabrał Twój ból, cierpienie, negatywne emocje. Wołasz do Niego gorąco, a On...zdaje się milczeć. Brzmi znajomo? Pozwól, że opowiem Ci wydarzenie, które wiele mnie nauczyło w ostatnim czasie.
Był upalny letni dzień, bezchmurne niebo - idealny dzień na górską wyprawę. Czekała nas długa wędrówka via ferratą (tzw.żelazna droga, ubezpieczona ścieżka w eksponowanym terenie) w Dolomitach. Założyliśmy sprzęt i ruszyliśmy w drogę. Początek był cudny, piękne widoki, wodospady, szczyty...całkiem przyjemna wspinaczka. Po kilku godzinach, mniej więcej w połowie drogi znaleźliśmy się na pionowej ścianie, przypięci do lin poręczowych, kiedy spadły pierwsze krople deszczu. Niebo w jednej chwili pokryło się gęstymi chmurami. Nie wyglądało to dobrze. Droga jest jednokierunkowa, zawrócić nie ma jak. Boże, poczekaj, wstrzymaj ten deszcz, pozwól nam dotrzeć w bezpieczne miejsce - modliłam się wierząc, że Bóg to dla nas uczyni. Tymczasem padało coraz mocniej i mocniej...potem zagrzmiało, spadł grad, ulewa zaczęła się na dobre! Skały momentalnie stały się śliskie, burza w tak eksponowanym terenie stanowi śmiertelne zagrożenie - byliśmy przypięci do lin, które przewodzą prąd, odpięcie od lin to upadek z dużej wysokości. Wtedy niczym wątpiący uczeń Jezusa westchnęłam: Panie, ratuj! I...nic się nie wydarzyło. Boże, gdzie jesteś? Jesteśmy przemoknięci, nie mam siły utrzymać liny, buty ślizgają się po skale. Widzisz i nie reagujesz - pytałam.
Ale Bóg miał inny plan. On nie zabrał tej burzy. On dał nam siłę, abyśmy W JEGO MOCY mogli przez to przejść. Pięliśmy się w górę, choć było trudno, Bóg był z nami w tej wędrówce. Dotarliśmy bezpiecznie do przełęczy, dziękując Mu za opiekę. W drodze powrotnej zastała nas kolejna burza, ale przeszliśmy ją z pokojem w sercach.
Biblia nas uczy, że Bóg przede wszystkim DAJE...życie, moc, pokój, obfitość, radość, siłę, abyś mógł z NIM i w JEGO mocy przejść przez wszystkie doświadczenia. Pan nie obiecuje, że nie będziesz przechodził przez ogień i wodę, On obiecuje, że w tym czasie będzie z tobą! Niech ta cudowna obietnica spełni się w Twoim życiu.

niedziela, 8 marca 2015

Wiara moich wnucząt

„Zaprawdę powiadam wam: Jeśli się nie nawrócicie i nie staniecie się jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego” Mt 18,3UBG.

Jezus powiedział, że musimy stać się jak małe dzieci w naszej wierze. Co to znaczy? To oznacza, że musimy mieć całkowite ZAUFANIE w Bogu. Moje wnuczęta nauczyły mnie tego jak nikt inny.