Polub mnie!

środa, 3 października 2012

Cyrk Motyli

Staczaj dobrą walkę wiary, uchwyćcie się życia wiecznego, do którego też zostaliście powołany i o którym złożyliście dobre wyznanie wobec wielu świadków. (1Tym 6,12 UBG)

Oglądałem ostatnio dość interesujący, krótki film – Cyrk Motyli, w którym występuje jako główny bohater Nick Vujicic.
Film przedstawia cyrkowców, którzy jak to cyrkowcy robią przedstawienia. Jest też na początku filmu scena, w której cyrkowcy przyjeżdżają do innego cyrku, aby zobaczyć ich atrakcje.
Widzą tam Willa, człowieka „jeśli w ogóle można go tak nazwać”, od którego „odwrócił się sam Bóg”. Jest to człowiek, który nie posiada kończyn. Właściciel cyrku motyli – Mendez, widzi w Willu kogoś pięknego, ale ten pluje mu prosto w twarz. W tym momencie przypomina mi się tekst: „Lecz Bóg okazuje nam swoją miłość przez to, że gdy jeszcze byliśmy grzesznikami”, kiedy pluliśmy Mu w twarz, kiedy odrzucaliśmy Jego zaproszenie, „Chrystus za nas umarł” (Rz 5,8).
Bóg, tak jak Mendez widzi w nas to, kim możemy się dzięki Niemu stać, a nie to, kim jesteśmy teraz. Nie czekał, aż będziemy doskonali i będziemy gotowi, aby uwielbić Go jako naszego Zbawiciela. Oczekiwał i nadal oczekuje naszego zaufania i poddania się Mu, bo wszyscy jesteśmy jak gąsienice, które są tłuste, brzydkie i tylko jedzą – prowadzimy grzeszne, konsumpcyjne życie. Jednak Bóg ma dla nas cel – stać się motylami. Dlatego wyciąga On do nas swoją dłoń, oferuje Swoje zbawienie, Swoją moc, Swoje królestwo, a my odrzucamy to raz za razem. W końcu bycie gąsienicą jest wszystkim, co znamy.
Jednak w pewnym momencie naszego życia, Duchowi Świętemu udaje się dotrzeć do naszego kamiennego serca i przekonuje nas do przemyślenia oferty.
W filmie Will jest wyśmiany przez swojego „kolegę z pracy”, że odrzucił samego Mendeza, co powoduje, że Will postanawia dołączyć do cyrku motyli.
I tak i my również akceptujemy Boże wezwanie do naszego serca, skłaniamy się ku naukom Biblii, zmieniamy nasze zachowanie, nasz sposób mówienia, ubierania, nasz język nie rzuca na lewo i prawo przekleństw, ale nasze życie zamiast lepszym, staje się gorszym niż, gdy byliśmy w świecie!
Przychodzi ból od najbliższych, którzy nas nie rozumieją. Nasi współwyznawcy nie zgadzają się z nami, pojawiają się plotki na nasz temat. A miało być tak pięknie!
Nie zauważamy, że jedną z nauk Pisma Świętego jest: „Tak jest, wszyscy, którzy chcą żyć pobożnie w Chrystusie Jezusie, prześladowanie znosić będą” (2Tm 3,12 BW), „jeśli ktoś chce pójść za mną, niech się wyprze samego siebie, weźmie swój krzyż i idzie za mną” (Mt 16,24; Mk 8,34; Łk 9,23 UBG) i abyśmy codziennie umierali (zob. 1Kor 15,31).
Tak więc stajemy się kokonem. Jesteśmy pogrzebani wraz z Chrystusem poprzez chrzest (Rz 6,4). Umieramy dla naszego ego, dla świata, dla wszystkiego, co miało dla nas wartość większą niż sam Bóg i co sprawiało nam przyjemność (zob. Kol 2,20). Już nie jemy naszych przepysznych liści!
Wtedy przychodzi do nas szatan i mówi nam, jak beznadziejnie wyglądamy, że nawet już nie możemy sami się poruszać, tylko jesteśmy w ciemności, która nas pochłonie i pozwala nam się zamknąć w okropnej przepaści (zob. Ps 40,2). Mówi nam, że taki już jest nasz koniec – pozostać kokonem.
I tak może się stać. Możemy pozostać kokonem, umrzeć jak płód w łonie matki (1Kor 15,8), bo w końcu Pismo mówi nam: „Według waszej wiary niech się wam stanie” (Mt 9,29 UBG) oraz „bo jak myśli w sercu swoim, takim jest” (Prz 23,7 NKJV – tłumaczenie własne). Tak samo w filmie Mendeza przychodzi do Willa, który podziwia wspaniałe wyczyny cyrkowców i mówi mu o tym, jak są wspaniali, po czym obraca się do Willa i dodaje: „Ale ty? Przeklęty od urodzenia! Człowiek, jeśli w ogóle można cię tak nazwać, który zraził do siebie samego Boga…” A gdy Will protestuje i pyta go, dlaczego to mówi, on odpowiada: „Bo w to wierzysz”.
Następnie Mendez dodaje: „Gdybyś tylko mógł dostrzec piękno, które może powstać z popiołów…” i opowiada historię każdego z cyrkowców – ich ciemną przeszłość, jak z tego, czym pogardzał świat, powstali do chwały. I to robi Bóg. Dał nam Swoje Słowo, w którym mamy przykłady ludzi, którzy odnieśli zwycięstwo. Mamy Jezusa, o którym Ap 3,21 mówi: „i Ja zwyciężyłem i zasiadłem z Moim Ojcem na Jego tronie”. Jezus Chrystus, „który zamiast doznać należytej Mu radości, wycierpiał krzyż, nie bacząc na jego hańbę, i usiadł na prawicy tronu Bożego” (Hbr. 12,2 BW). Widzicie to? „Który zamiast doznać należytej Mu radości” przyszedł, aby dać mi przykład jak mamy żyć i że jest to możliwe. Stał się moim przykładem, dlatego Pismo mówi, abyśmy na Niego patrzyli (zob. Hbr. 12,2) i „kto mówi, że w Nim trwa, powinien sam postępować tak, jak On postępował” (1J 2,6 UBG).
Ale jeżeli jest nam mało, to możemy spojrzeć na przykłady ludzi, którzy, pomimo że zgrzeszyli, zostali wyciągnięci przez Boga na prostą. Mojżesz, który był mordercą. Eliasz, którzy życzył sobie śmierci i bał się królowej Izraela. Gdzie oni teraz są? Czy Biblia nie mówi, że są w niebie? Czyż nie stali się motylami i odlecieli z tego świata?
Tak więc prosimy Boga, aby wyciągnął nas z tego kokona, abyśmy mogli być motylami, jakim stał się Jezus, ale prosimy, i prosimy i Bóg nie wysłuchuje. I nie wysłucha, tak samo, jak nie wyciąga motyla z kokonu, ale pokazuje mu jego cel, dla którego został stworzony i pozwala mu męczyć się przy wychodzeniu z niego, ale daje mu On do tego siłę. Dlaczego?! Ponieważ motyl tego potrzebuje! Gdybyśmy wyciągnęli tego biednego motyla z jego kokonu, to zabralibyśmy mu jego doświadczenie, które ma na celu wzmocnić go, aby miał siłę latać i żyć celem, do którego powołał go Bóg – oddawać chwałę swojemu Stworzycielowi.
W filmie, Will chciał przejść przez rzekę, ale nie było nikogo, kto by mu pomógł. Wszyscy go ignorowali. To było jego zadanie. Dlatego nie dziw się, jeżeli Bóg prosi cię, abyś wyszedł ze swojego kokona – tego komfortowego, wygodnego miejsca – i abyś odkrył, co jest twoim celem, do czego powołuje cię Bóg i abyś wypełnił misję, do jakiej zostałeś stworzony. Bóg nie stworzył nas, abyśmy byli tylko gąsienicami. On stworzył nas, abyśmy byli pięknymi motylami i machając skrzydełkami, oddawali Mu chwałę. Ale nie było w tym egoizmu, bo stworzył nas dla Swojego Syna, którego ukochał ponad wszystko.
Tak więc, jak te gąsienice i my, nie możemy pominąć tego etapu w naszej wędrówce. Szatan wrzuca na nas wszelkiego rodzaju doświadczenia i próby, aby nas zniszczyć, ale Bóg obraca je ku naszemu dobru. Są one dla nas szkołą, w której możemy zobaczyć swoją bezsilność i zależność od Boga. Tutaj możemy ćwiczyć i dojrzewać. Tutaj jest miejsce na pomyłki i na upadki. I jeżeli za każdym razem będziemy się z nich podnosić i próbować znowu, wtedy będziemy zwycięzcami. Te doświadczenia, dają nam siłę, aby żyć życiem, jakie Bóg dla nas przygotował i wypełnić cel, dla jakiego nas stworzył.
Will przechodząc przez rzekę, przewrócił się, a nie mając ani rąk, ani nóg, nie mógł sam wstać. Jest jednak Bóg na niebie, który dał mu siłę i Will podniósł się ze swojego upadku. Mógł iść dalej, ale … wpadł do wody. Nie chodzi o to, że się zmoczył. Ta woda była głęboka. Zaczął się topić. Ale Bóg go nie opuścił. Pokazał mu, że dał mu dar. Dar dzięki któremu, pomimo braku kończyn może pływać. Tak więc pomimo przeciwności losu, Will mógł wypłynąć na powierzchnię tego, w czym chciał zniszczyć go szatan i żyć ponad tym.
W doświadczeniach nie jesteśmy sami. Bóg obiecał: „Nie porzucę cię ani nie opuszczę” (Hbr 13,5 UBG), „A Jezus przystąpiwszy, rzekł do nich te słowa: Dana mi jest wszelka moc na niebie i na ziemi. (…) A oto Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata” (Mt 28, 18–20 BW). Obiecał również, że nas wzmocni (Iz 41,10), że nie dopuści, aby przyszło na nas coś, z czym nie damy rady (1Kor 10,13), da nam Swoje wskazówki (Wj 4,15; Ps 32,8), Swoją mądrość (Jk 1,5), ponieważ On wie, jak to jest (zob. Hbr 4,15). On zna najlepsze podejście i co najważniejsze – On nas kocha.
Tak więc nie czekaj, ale poddaj się Bogu. Pozwól mu zamknąć się w kokonie i daj Mu się z niego wyprowadzić, na Jego sposób i przy użyciu Jego mocy. „On troszczy się o was” (1P 5,7 BP)!
Will po przejściach nad wodą postanawia nie tylko być z cyrkowcami, ale także zacząć brać czynny udział w przedstawieniach, mając swój własny „numer”: skacze z wysokości do wody, po czym się z niej wynurza. Przeistacza się z poczwarki w pięknego Motyla, którym chciał go uczynić Bóg! Ale nie dla swojej chwały! Na samym końcu filmu, podchodzi do grupy wielbicieli Willa matka z dzieckiem, które chodzi o kulach. Dla tego dziecka Will jest bohaterem. I my także, gdy zaczniemy żyć celem wyznaczonym nam przez Boga, zgodnie z Jego wolą, znajdziemy ludzi, którzy będą chcieli mieć to, co osiągnęliśmy my dzięki Bogu. Biblia mówi: „Tak niech wasza światłość świeci przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili waszego Ojca, który jest w niebie” (Mt 5,16 BW). Żadnej chwały dla nas – Chwała należy się tylko Bogu, bo to dzięki niemu stajemy się motylami!

Autor: Artur Szymczak