Polub mnie!

środa, 1 listopada 2017

Zaufanie w praktyce

Lecz ci, którzy ufają Panu, nabierają siły, wzbijają się w górę na skrzydłach jak orły, biegną, a nie mdleją, idą, a nie ustają. Iz. 40,31

To miał być dzień jak każdy inny. Z tym wyjątkiem, że musiałam się dostać na szkolenie do Wrocławia (około 70 km drogi). Zwykle jeździłam busem bezpośrednio, jednak tym razem pomyślałam, że wygodniej, taniej i szybciej będzie pojechać pociągiem ze Ścinawy. Zaplanowałam podróż dużo wcześniej, kupiłam bilet przez internet, wyszłam na busa do Ścinawy 40 minut wcześniej. Wszystko było zgodne z moim planem. Ale tego dnia Bóg chciał mnie nauczyć zaufania...

Czekałam na przystanku, godzina odjazdu dawno minęła, bus nie przyjechał, czas mija. Modlę się i proszę Boga o prowadzenie, abym mogła bezpieczenie i puntualnie dotrzeć na pociąg i docelowo do Wrocławia. I... od tej chwili pojawiały się same przeszkody! Do odjazdu pociągu zostało 20 minut, do pokonania busem zostało 17 km. Teoretycznie na styk. W końcu przyjechał bus. Pytam kierowcy, czy zdąży dojechać na pkp. On odpowiada: no na styk, może się uda. Niestety, okazuje się, że nie może się zatrzymać przy dwrocu w Ścinawie, będę musiała przejść kawałek pieszo, niedaleko, ale to już wyzwanie. Liczyła się każda sekunda!

Usiadłam, wyciągnęłam telefon, sprawdzam gps, kontroluję czas spoglądając co chwilę na zegarek i liczę na cud, że zdążę. W głowie pojawiają się kolejne rozwiązania, co zrobię jeśli jednak nie zdążę? Hmm, kolejny pociąg mam za dwie godziny, spóźnię się na szkolenie. Jak na złość bus okazuje się rzęchem, który ledwo zipie, jedzie z prędkością 50km/h i zatrzymuje się w każdej wiosce po drodze. Starsze panie baardzo powoli wysiadają ze swoimi zakupami w kolejnych miejscowościach. I jak tu zdążyć? Czas ucieka!

I nagle...słyszę GO! Wyraźny głos Boży, tego nie można pomylić z niczym innym: Zaufaj mi i schowaj telefon, nie patrz na zegarek. Wiedziałam, że to Bóg do mnie mówi. Odpowiedziałam: OK. Schowałam zegarek. I zaczęłam w duchu śpiewać pieśni pochwalne. W radiu słyszałam, że już skończyły się wiadomości o pełnej godzinie, minęło kilka reklam, a celu wciąż nie widać. Odjazd pociągu był o 10:08. W końcu dotarliśmy do Ścinawy. Z daleka widzę, że zamyka się szlaban. Ok, czyli mój pociąg nadjeżdża. To nic, ufam, że Bóg to lepiej wymyślił. Siedzę i czekam. Widzę dworzec, ale nie mogę wysiąść, jest skrzyżowanie. Kierowca nie może podjechać pod dworzec, skręca w lewo, oddala się. Jest przystanek. Wysiadam. Kierowca mówi na odchodne: proszę biec ścieżką za przystankiem, będzie szybciej, powodzenia!

Po ludzku...jakie były szanse, że zdążę na ten pociąg? Dla mnie żadne. Pociąg już nadjeżdżał. Kondycji nie mam zbyt dobrej, a do pokonania mam jakieś 700 metrów i podziemne wejście na drugi peron. Mimo wszystko biegnę. Bo Bóg mówił: ZAUFAJ. Doświadczyłam obietnicy z księgi Izajasza...nabrałam siły, biegłam i nie mdlałam. W momencie w którym wbiełam na peron, nadjechał pociąg. Wsiadłam, zamknęły się drzwi i ruszył. Taki jest MÓJ BÓG! Godny zaufania, pełen mocy. Wystarczy oddać stery i pozwolić, by to On kierował naszym życiem.

wtorek, 12 września 2017

Na nowo

I dam wam serce nowe, a ducha nowego dam do wnętrzności waszych, i odejmę serce kamienne z ciała waszego, a dam wam serce mięsiste. Ezech.36,26

Naprawialiście kiedyś jakąś zepsutą rzecz? Ja robiłam to nie raz. Szkoda wyrzucać, przecież można zreperować, zakleić, zszyć, załatać. Przywiązaliśmy się do czegoś i ciężko z tego zrezygnować, więc wolimy naprawiać to co stare. Znacie ten schemat? Kiedy mój stary portfel nie nadawał się już do użytku i potrzebowałam kupić nowy, wierzcie mi - szukałam dokładnie takiego samego jak poprzedni! Byłam do niego przywiązana, nie chciałam zmian.

W życiu duchowym jest podobnie. Jesteśmy tak bardzo przyzwyczajeni do naszego stanu i grzechu, że nie chcemy go puścić, więc tkwimy w tym bagnie, bo tak jest nam wygodniej. Owszem, modlimy się prosząc Boga o zmianę życia, żeby nas naprawił, posklejał...bylebyśmy mogli jakoś funkcjonować. JAKOŚ. Myślicie, że Bogu chodzi o JAKOŚ? Tu załata, tam zszyje stare rany i będzie dobrze? NIE! Bóg chce dać nam NOWĄ JAKOŚĆ.

Dawid po upadku modlił się o NOWE serce i NOWEGO ducha. I słusznie, bo Bóg nie naprawia tego co już zepsute do szpiku kości. Pewnie łatwiej by było oddać Bogu tylko kawałek naszego życia, ten niewygodny, zepsuty, a resztę zachować i żyć po staremu. Ale to tak nie działa. On chce Cię stworzyć całkowicie NA NOWO i dać Ci NOWE życie, NOWE serce, NOWEGO ducha...abyś codziennie NA NOWO zaczynał z Nim każdy dzień, poddawał Mu swoją wolę i żył w pełni Jego mocy. Przyjmiesz Jego dar?

I rzekł ten, który siedział na tronie: Oto wszystko nowym czynię. I mówi: Napisz to, gdyż słowa te są pewne i prawdziwe. Obj.21,5

poniedziałek, 11 września 2017

Będę z tobą, mówi Pan!

Gdy będziesz przechodził przez wody, będę z tobą, a gdy przez rzeki, nie zaleją cię, gdy pójdziesz przez ogień, nie spłoniesz, a płomień nie spali cię. Bo Ja, Pan, jestem twoim Bogiem, Ja, Święty Izraelski twoim wybawicielem. Iz.43,2-3a

Spotkało Cię kiedyś w życiu coś nieprzyjemnego? Znalazłeś się w niekomfortowej sytuacji? Dręczył Cię ból, niepokój? Chciałeś się jak najszybciej uwolnić i znów znaleźć się w strefie komfortu? Któż z nas tego nie przeżywał...? Modlisz się więc i prosisz Boga, aby zabrał Twój ból, cierpienie, negatywne emocje. Wołasz do Niego gorąco, a On...zdaje się milczeć. Brzmi znajomo? Pozwól, że opowiem Ci wydarzenie, które wiele mnie nauczyło w ostatnim czasie.
Był upalny letni dzień, bezchmurne niebo - idealny dzień na górską wyprawę. Czekała nas długa wędrówka via ferratą (tzw.żelazna droga, ubezpieczona ścieżka w eksponowanym terenie) w Dolomitach. Założyliśmy sprzęt i ruszyliśmy w drogę. Początek był cudny, piękne widoki, wodospady, szczyty...całkiem przyjemna wspinaczka. Po kilku godzinach, mniej więcej w połowie drogi znaleźliśmy się na pionowej ścianie, przypięci do lin poręczowych, kiedy spadły pierwsze krople deszczu. Niebo w jednej chwili pokryło się gęstymi chmurami. Nie wyglądało to dobrze. Droga jest jednokierunkowa, zawrócić nie ma jak. Boże, poczekaj, wstrzymaj ten deszcz, pozwól nam dotrzeć w bezpieczne miejsce - modliłam się wierząc, że Bóg to dla nas uczyni. Tymczasem padało coraz mocniej i mocniej...potem zagrzmiało, spadł grad, ulewa zaczęła się na dobre! Skały momentalnie stały się śliskie, burza w tak eksponowanym terenie stanowi śmiertelne zagrożenie - byliśmy przypięci do lin, które przewodzą prąd, odpięcie od lin to upadek z dużej wysokości. Wtedy niczym wątpiący uczeń Jezusa westchnęłam: Panie, ratuj! I...nic się nie wydarzyło. Boże, gdzie jesteś? Jesteśmy przemoknięci, nie mam siły utrzymać liny, buty ślizgają się po skale. Widzisz i nie reagujesz - pytałam.
Ale Bóg miał inny plan. On nie zabrał tej burzy. On dał nam siłę, abyśmy W JEGO MOCY mogli przez to przejść. Pięliśmy się w górę, choć było trudno, Bóg był z nami w tej wędrówce. Dotarliśmy bezpiecznie do przełęczy, dziękując Mu za opiekę. W drodze powrotnej zastała nas kolejna burza, ale przeszliśmy ją z pokojem w sercach.
Biblia nas uczy, że Bóg przede wszystkim DAJE...życie, moc, pokój, obfitość, radość, siłę, abyś mógł z NIM i w JEGO mocy przejść przez wszystkie doświadczenia. Pan nie obiecuje, że nie będziesz przechodził przez ogień i wodę, On obiecuje, że w tym czasie będzie z tobą! Niech ta cudowna obietnica spełni się w Twoim życiu.