Był piątek. Moja ukochana żoneczka upiekła sernik i ugotowała pyszną zupę. Jako że tego dnia dość późno zjadłem śniadanie, zgłodniałem gdzieś dopiero około godziny 16tej.
Poszedłem do kuchni, otworzyłem lodówkę, choć zupa była na kuchence i zobaczyłem sernik. Musicie wiedzieć, że jest to jedno z tych ciast, które wręcz uwielbiam. Pomyślałem, że zjem sobie sernik i będzie wszystko w porządku. Powiedziałem nawet o tym mojej żonie, która trochę oponowała, mówiąc, że wpierw powinienem zjeść zupę. Jednak miałem mały niepokój w moim sercu, dlatego zapytałem Pana Jezusa:
– Panie, czy powinienem zjeść ten sernik?
Odpowiedź była krótka:
– Nie.
Możecie się zastanawiać, po co w ogóle pytałem i co złego jest w serniku?
Otóż walczę z moim apetytem, który został źle rozwinięty w moim dzieciństwie. Miałem dostęp do przeróżnych łakoci (mój ojciec wysyłał mi je z USA) i jadłem je w różnych ilościach, bez odmawiania sobie. Duch Święty pokazał mi, kiedy zacząłem na poważnie traktować mój stosunek do Boga, że mój problem z apetytem jest początkiem większości, jeżeli nie wszystkich moich upadków. Dlatego jeżeli poddaję się Bogu, On prosi mnie, abym oddawał mu przeróżne moje słabości, a oferuje w zamian zwycięstwa.
Drugą sprawą było to, że wraz z żoną jesteśmy wegetarianami, a chcielibyśmy posunąć się dalej i stać się weganami. To wszystko na celu posiadania lepszego zdrowia, a przede wszystkim jaśniejszego umysłu, aby Duch Święty, mógł przemówić do nas w każdej chwili (Zob. Dn 1).
Wracając do mojej historii. Wahałem się przez chwilę, zacząłem nawet końcówką noża rysować po serniku, jak go pokroję, ale zdecydowałem, że nie będę sprzeciwiał się Bogu w tym wyborze. W końcu chcę wzrastać, a nie upadać.
Poddałem się Bogu i powiedziałem:
– Panie, wybieram Ciebie. Oddaję Ci ten sernik.
Nalałem sobie zupy. Wziąłem do niej bułeczki, które sam upiekłem i … nie miałem ochoty nawet na ten sernik, a pamiętacie, że go uwielbiam. Bóg uczynił dla mnie ten mały cud.
Możecie powiedzieć: „Co to za zawracanie Bogu głowy takimi sprawami? Co to za zwycięstwo?”
Biblia jednak mówi: „Dobrze, sługo dobry i wierny! Nad tym, co małe, byłeś wierny, wiele ci powierzę; wejdź do radości Pana swego” (Mt 25,21 BW). Wierzę, że te małe zwycięstwa, są jak ćwiczenia na siłowni. Na początku bierzesz małe ciężarki i nimi ćwiczysz, aby później móc wziąć te cięższe i cięższe, aż kiedy nastanie czas olimpiady, zostaniesz zwycięzcą. Dlatego też chcę odnosić zwycięstwa w tych małych sprawach, a w szczególności nad sobą i swoimi słabościami. I chcę to robić w sile i mocy mojego Pana i Zbawiciela – Jezusa Chrystusa, bo On obiecał: „Nie bój się, bom Ja z tobą, nie lękaj się, bom Ja Bogiem twoim! Wzmocnię cię, a dam ci pomoc, podeprę cię prawicą sprawiedliwości swojej” (Iz 41,10 BW) oraz „Więcej wart jest cierpliwy niż bohater, a ten, kto opanowuje siebie samego, więcej znaczy niż zdobywca miasta” (Prz 16,32).
Poszedłem do kuchni, otworzyłem lodówkę, choć zupa była na kuchence i zobaczyłem sernik. Musicie wiedzieć, że jest to jedno z tych ciast, które wręcz uwielbiam. Pomyślałem, że zjem sobie sernik i będzie wszystko w porządku. Powiedziałem nawet o tym mojej żonie, która trochę oponowała, mówiąc, że wpierw powinienem zjeść zupę. Jednak miałem mały niepokój w moim sercu, dlatego zapytałem Pana Jezusa:
– Panie, czy powinienem zjeść ten sernik?
Odpowiedź była krótka:
– Nie.
Możecie się zastanawiać, po co w ogóle pytałem i co złego jest w serniku?
Otóż walczę z moim apetytem, który został źle rozwinięty w moim dzieciństwie. Miałem dostęp do przeróżnych łakoci (mój ojciec wysyłał mi je z USA) i jadłem je w różnych ilościach, bez odmawiania sobie. Duch Święty pokazał mi, kiedy zacząłem na poważnie traktować mój stosunek do Boga, że mój problem z apetytem jest początkiem większości, jeżeli nie wszystkich moich upadków. Dlatego jeżeli poddaję się Bogu, On prosi mnie, abym oddawał mu przeróżne moje słabości, a oferuje w zamian zwycięstwa.
Drugą sprawą było to, że wraz z żoną jesteśmy wegetarianami, a chcielibyśmy posunąć się dalej i stać się weganami. To wszystko na celu posiadania lepszego zdrowia, a przede wszystkim jaśniejszego umysłu, aby Duch Święty, mógł przemówić do nas w każdej chwili (Zob. Dn 1).
Wracając do mojej historii. Wahałem się przez chwilę, zacząłem nawet końcówką noża rysować po serniku, jak go pokroję, ale zdecydowałem, że nie będę sprzeciwiał się Bogu w tym wyborze. W końcu chcę wzrastać, a nie upadać.
Poddałem się Bogu i powiedziałem:
– Panie, wybieram Ciebie. Oddaję Ci ten sernik.
Nalałem sobie zupy. Wziąłem do niej bułeczki, które sam upiekłem i … nie miałem ochoty nawet na ten sernik, a pamiętacie, że go uwielbiam. Bóg uczynił dla mnie ten mały cud.
Możecie powiedzieć: „Co to za zawracanie Bogu głowy takimi sprawami? Co to za zwycięstwo?”
Biblia jednak mówi: „Dobrze, sługo dobry i wierny! Nad tym, co małe, byłeś wierny, wiele ci powierzę; wejdź do radości Pana swego” (Mt 25,21 BW). Wierzę, że te małe zwycięstwa, są jak ćwiczenia na siłowni. Na początku bierzesz małe ciężarki i nimi ćwiczysz, aby później móc wziąć te cięższe i cięższe, aż kiedy nastanie czas olimpiady, zostaniesz zwycięzcą. Dlatego też chcę odnosić zwycięstwa w tych małych sprawach, a w szczególności nad sobą i swoimi słabościami. I chcę to robić w sile i mocy mojego Pana i Zbawiciela – Jezusa Chrystusa, bo On obiecał: „Nie bój się, bom Ja z tobą, nie lękaj się, bom Ja Bogiem twoim! Wzmocnię cię, a dam ci pomoc, podeprę cię prawicą sprawiedliwości swojej” (Iz 41,10 BW) oraz „Więcej wart jest cierpliwy niż bohater, a ten, kto opanowuje siebie samego, więcej znaczy niż zdobywca miasta” (Prz 16,32).